ATHENS MARATHON. THE AUTHENTIC!

W Delfach mawiano γνῶθι σεαυτόν (gnōthi seauton)
Ja postanowiłam to zrealizować w trakcie mojego 14 maratonu, który był wielkim wyzwaniem, niewiadomą, bólem i odrodzeniem. Musiał być w miejscu szczególnym, padło na serce i kolebkę biegów maratońskich – 38 ATHENS MARATHON. THE AUTHENTIC z Maratonu do Aten.


Oczywiście od „zawsze” był na mojej liście maratońskiej. Celowałam w 40 rocznicę, ale pandemia o ironio przyspieszyła decyzję. Dla mnie najważniejsze, że miał się odbyć w tym roku, był tylko dla osób zaszczepionych.


Tradycyjnie bieganie połączyliśmy ze zwiedzaniem. Pakiet odebrałam w piątek, expo tym razem nie zawiodło a nawet było zbyt duże i rozwlekłe (także w opinii wielu biegaczy).

Wystawiały się chyba wszystkie sportowe marki na rynku, także pomniejsze. Na końcu odbierało się koszulkę i w towarzystwie uroczych i wielce wymownych chryzantem można było obejrzeć film z trasy biegu.

Maraton startował o 9:00 z Maratonu meta była w Atenach na stadionie Panateńskim. Dojazd na start zapewniał organizator, autokary w kilku turach ruszały z placu Sindagma słynącego z warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza (zmiana warty jest co godzinę, nawet w nocy).

Pojechałam pierwszym autokarem i na miejscu byłam grubo przed 7:00. Autobus zatrzymał się w „szczerym polu” i 500 metrów szliśmy na stadion.

Spokojnie wszystko sobie obejrzałam i czekałam na start. Byłam przygotowana, wzięłam z sobą folię termiczną i zimno nie było mi straszne.

Ze względu na pandemię wyznaczono osobne bloki startowe, zgłosiło się prawie 10 000 biegaczy i przewidziano dwie tury startów. Spiker już na początku zaznaczył, że pogoda jest idealna i będą rekordy trasy. Rzeczywiście, było pochmurnie z temperaturą idealną do biegania.

Po rozgrzewce w rytmach z Greka Zorby – a jakże, wystartowałam.

Miałam to szczęście, że w mojej turze był pacemaker na 3:29 i gdy wystartowaliśmy znalazłam się tuż koło niego. Biegłam i stwierdziłam, że jego równe tempo na 5:00 mi odpowiada. I tak razem sobie truchtaliśmy do 12 km. Potem zaczęły się podbiegi i moje problemy. Nie chciałam się wykończyć już na początku biegu i zwolniłam. Legendy głosiły, że bieg jest trudny, dużo górek.
Na 25 km miałam kryzys, ale na szczęście wzięłam się w garść a, że od 30 km było praktycznie cały czas lekko z górki doczłapałam do mety.

Nie uważam, że trasa była trudna. Jeśli ktoś się przygotowuje do maratonu to w Atenach ma szansę na naprawdę dobry wynik. Moja średnia wyszła 6:00 i na metę wbiegłam po 04:12:35. Zrobiłam eksperyment na samej sobie i pobiegłam bez żadnego przygotowania. Nie wspomnę, że w grudniu uczyłam się chodzić, a w styczniu ledwo kulałam. Na wiosnę zaczęłam biegać, ale latem i jesienią zaniedbałam treningi. Jeździłam na rowerze i od września 2x w tygodniu chodziłam na siłownię, plus tradycyjne moje chodzenie około 5 km dziennie.
Kilometraż:
Listopad – 0
Październik – 2,5 km
Wrzesień – 22 km
Sierpień – 46 km
Tak, tam nie brakuje „0” – to moje miesięczne biegowe kilometraże.
I tak, da się przebiec maraton bez żadnego przygotowania, mój dobry czas mnie zadziwił. Po biegu spacerkiem 2,5 km wróciłam do hotelu. Następnego dnia na Akropol bym się nie wdrapała, ale zwiedziłam Agorę Ateńską, bynajmniej nie na płaskim terenie i dobre ponad 10 km spacerowałam po Pireusie.

Jestem z siebie dumna, pobiegłam, zrobiłam to! Noga doskwiera, zgięcie w śródstopiu ma ograniczony zakres ruchu i odczuwałam to na każdym kilometrze, paznokieć u dużego palca zejdzie, ale biegam maratony! To był mój – THE AUTHENTIC! Ten najważniejszy. Wiem jedno, poznałam siebie, wiem, że mam silną głowę.
Zawody w Polsce straciły urok, nie chce brać w nich udziału. Interesują mnie tylko maratony w ciekawych miejscach a kalendarz na 2022 już jest w połowie wypełniony.

Trasa – nie była spektakularna, widoki słabe. Tylko fragment pomiędzy 10-20 km był urokliwy z widokiem na wybrzeże i góry, reszta szaro burymi ulicami miast. W Atenach pominięto „starówkę” i trasa była poprowadzona koło pomnika Biegacza i potem na stadion. Bez rewelacji. Klimat robili ludzie, Grecy, kibice. Było ich naprawdę dużo na trasie, a im bliżej Aten tym tłumy gęstniały – krzyczeli, dopingowali, podawali gałązki oliwne i z serca się cieszyli razem z maratończykami. Były punkty z muzyką, orkiestry, bramy – atmosfera święta i zabawy. Mnie tłumy ciasno ustawione i wąska biegowa ścieżka zaczęły denerwować, głośna muzyka przeszkadzała, ale w innych okolicznościach to była by niezła frajda.

Do organizacji nie można się przyczepić. Dużo punktów z wodą, do tego izotoniki, żele, banany – niczego nie brakowało. Dużo punktów medycznych na trasie. Na mecie dostawało się do ręki medal, reklamówkę z bananem, batonem, wodą i sokiem. Perfekcyjnie przygotowana i zabezpieczona trasa. Szczerze polecam ATHENS MARATHON. THE AUTHENTIC! Warto zmierzyć się z legendą!

42K: 04:12:35