Coronavirus czyli maratońskie zamieszanie


W nocy przed wylotem nie mogłam spać, szalała wichura a ja obawiałam się czy samolot wystartuje. Zagrożenie przyszło jednak z zupełnie innej strony

Tuż przed odlotem, po kontroli granicznej Maciek sprawdził wiadomości i odczytał informację od organizatorów Tel Aviv Samsung Marathon: “aby zapobiec potencjalnemu rozprzestrzenianiu się koronawirusa Izraelskie Ministerstwo Zdrowia poleciło gminie Tel Aviv-Yafo ograniczenie udziału międzynarodowych biegaczy w maratonie”. Zrobiło mi się słabo, uciekliśmy z Azji PołudniowoWschodniej i wybraliśmy taką destynację by być pewnym biegu a tu taka niespodzianka! Pewne było jednelecimy, zobaczymy na miejscu. Liczyliśmy na zamieszanie i jednak możliwość odbioru pakietów i biegu.

Po drodze z lotniska do hostelu poszliśmy odebrać pakiety. Zamieszania nie było, dostaliśmy worek z batonem i informatorem, kupon na koszulkę i informację, że numeru startowego nie otrzymamy, bo mamy zakaz startu, będzie zwrot wpisowego. Jako kobieta biorąca udział w maratonie dostałam też kupon na prezent niespodziankę. Obiór pakietów zorganizowano nietypowo bez expo za to w centrum handlowym. Skierowano naspo śladachdo sklepu Nike po odbiór koszulek. Moja niespodzianka okazała się połową bufa – szaleństwo.
Rozmawialiśmy z Polakami, którzy przylecieli na maraton, zastanawialiśmy się co robić. Organizowała się grupa międzynarodowych biegaczy z propozycją alternatywnego maratonutypu 4 kółka po 10 km, każdy biegnie tyle ile możechce. Ja miałam pomysłnielegalnegodołączenia do maratonu 1 km od startu i w zależności odklimatudobiegnięcie na metę albo zejście na 1 km przed. Rozważaliśmy też pomysł wyjazdu do Eilatu (Ejlat) albo zorganizowanie wycieczki nad rzekę Jordan.

Cały wtorek spędziliśmy na jeszcze w Polsce zaplanowanej wycieczce, bieg nie zaprzątał nam głowy. Wieczorem dotarła do nas kolejna wiadomość od organizatorów: przyznali się do zbyt pochopnego działania i ogłosili, że dopuszczają do biegu wszystkich obcokrajowców aktualnie przebywających w Izraelu. Przekaz nie był do końca jasny dla wielu biegaczy, my wiedzieliśmy jednobiegniemy! W środę, gdy tylko otworzyli punkt odbioru pakietów byliśmy na miejscu, obawialiśmy się kolejnych dziwnych decyzji i woleliśmy mieć numery w garści.

Jako kobieta biorąca udział w maratonie dostałam też kupon na prezent niespodziankę… und was sie!
Teraz byliśmy gotowi, ruszyliśmy z przebieżkami, bieganiem boso po plaży i rozgrzewaniem nóg.

Bez wahania kupiliśmy pasta pary, bo w 2018 byliśmy z niego bardzo zadowoleni. W tym roku podobnie jak odbiór pakietów zmieniono miejsce imprezy. Z centrum miasta przeniesiono ją do miasteczka biegowego na starcie/mecie. Może to spowodowało, że ludzi było mało, atmosfera kulała i nie było integracji biegaczy.


Menu też było skromniejsze, ale potrawy smaczne i do woli, więc generalnie pasta party na plus.
Pozostało tylko pobiec, ale pogoda nie sprzyjała.