5. Bieg Karnawałowy


W tym roku nie miałam głowy do przebrania. Na szybko ubraliśmy rajsko kolorowe ciuszki i wystartowaliśmy.

Ponura, deszczowa i wietrzna pogoda mocno kontrastowała z naszymi krzykliwymi strojami. Nie widziałam zawodów w jasnych barach – przez cały tydzień nie wyszliśmy na trening biegowy, mogłam się skupić na wymyślnym stroju przynajmniej byłaby wymówka, że utrudniał bieganie.

Wymówek nie wymyśliłam, trzeba było stanąć na starcie i biec. Zmodyfikowana trasa, ze startem i metą na wałach jest wygodniejsza i bezpieczniejsza. Widziałam, że jest wąsko dlatego ustawiłam się z przodu stawki i ruszyłam mocno z czołówką. Zmiana kierunku biegu spowodowała, że biegliśmy pod wiatr. Momentami podmuchy były tak silne, że miałam wrażenie, że biegnę w miejscu. Jak na złość przed mną nie było nikogo i walczyłam z pełną siłą wiatru. Po 5 km było nieco lepiej a od 7 km wreszcie mogłam mocniej pobiec z wiatrem. Ostatni kilometr znów walczyłam z wiatrem, ale starałam się ostatnie metry mocno zafiniszować.

W hali czekaliśmy na wyniki, posileni ciepłą zupką. Dobrze policzyłam dziewczyny przed mną – byłam 6 kobietą na mecie a dzięki niedublowaniu miejsc zajęłam 1 miejsce w kategorii. Dziewczyny 40+ rządzą, a ja ze smutkiem stwierdzam, że coraz mocniejsze zawodniczki lądują w „mojej” kategorii.

10K: 00:46:01 (K40 1) i 00:47:16