mini.cz
30 09 2010 Komentarze : Brak komentarzy »Kategorie : Bez kategorii
O 9 stawiliśmy się na odprawie ale jak zwykle z godzinnym poślizgiem – na trasę wyruszyliśmy po 10.
Niektórym – młodszym minimaniakom trochę się nudziło.

ale tym w worksach wybaczamy…
Początkowo mapa prowadziła tą samą drogą co nocny odcinek. Zadania po drodze były ciekawe i przemyślane.
Pierwszy SS – pchniecie na odległość osoby towarzyszącej siedzącej na „wózeczku„– miałam duszę na ramieniu, bo to ja oczywiście siedziałam na ustrojstwie a Maciek naprężał muskuły. Kolejne SS to wariacje na temat miniaków – zdalne prowadzenie miniaka , jazda na czas, jazda po torze, określanie wysokości i szerokości miniaka, oczywiście pytania o części, rozbieranie na czas, dopasowywanie łożysk i filtrów i wiele innych.
Trasa wiodła prze przepiękne górskie tereny, drogi dziurawe ale miniaki dawały radę. Pierwsza część rajdu – najdłuższy odcinek – kończyła się na nieczynnym lotnisku – jazdą na czas.
Druga część mająca niecałe 30 kilometrów sprawiła nam wszystkim niespodziankę. Na trasie był odcinek drogi z zakazem ruchu – organizatorzy uzyskali jednak pozwolenie. Bez obaw więc po odcinku specjalnym – na placu, ruszyliśmy w góry. Byliśmy 3 autem – na górze przed znakiem – okazało się, że jeden miniak pojechał i czekała na niego policja – dostał mandat. Po skonsultowaniu z miejscowymi zawróciliśmy i na punkcie specjalnym zawiadomiliśmy organizatora. Po godzinnym oczekiwaniu przyjechała policja i mimo wcześniejszej zgody na przejazd tym razem nie pozwolili nam konturować trasy przez znak. Okazało się, że „starościna” nie zgadza się na łamanie zakazu ruchu. Szybko wytyczono „objazd” i dalej rajd przebiegał bez zakłóceń. Po 17 przyjechaliśmy na metę. Umierająco głodni zjedliśmy smażeny syr i pomknęliśmy do miasta po zakupy. Wieczorkiem zjedliśmy „rajdowy” obiad – pyszną kaczkę w czerwonej kapuście z bramborowymi knedlami. Nie czekając na wyniki padnięci poszliśmy spać.
To drugie nasze Naroze i mogę powiedzieć, że zawsze jest świetna zabawa i doskonała organizacja. Jestem zdziwiona czemu tak mało aut z polski bierze w nim udział . To jedna z nielicznych okazji udziału w rajdzie turystycznym z prawdziwego zdarzenia z dobrze przygotowanymi mapami, trasami i zadaniami. Polecam udział w kolejnym … my będziemy!
Lekko zmachani dojechaliśmy na miejsce. Czesi zawsze wybierają piękne tereny i tym razem nie zawiedli – miejsce było urokliwe. Hotel bardzo ładnie położony na stromym zboczu góry. Po zarejestrowaniu i ochłonięciu w pokoju hotelowym stanęliśmy do kolejki na nocny rajd. Porozmawialiśmy z Gregorem, przyjechały też 3 ekipy z Polski. Start się nieco przedłużał – ruszyliśmy z godzinnym opóźnieniem gdzieś koło 21.30. Na początku musiałam się wdrożyć w czytanie itinerera – teraz chyba tylko ten raj ostał się z nim, a szkoda bo to świetna zabawa. Nowe światła świeciły rewelacyjnie i trasa szła nam dobrze – gorzej z pytaniami na ss
O 24 byliśmy z powrotem w hotelu.
Relacja z Parady
Perły motoryzacji na ulicach Bytomia
Opracowaliśmy ciekawą trasę – zatoczyliśmy koło po drodze zwiedzając liczne zamki a przede wszystkim Ogrodzieniec, Pustynię Błędowską i kończąc Jaskinią Łokietka i Bramą Krakowską.
Pustynia jest tylko z nazwy – cała zarosła drzewami – Maciek załapał się na ostatni kawałek piasku ![]()
Wypad uważam za bardzo udany, miejsca które odwiedziliśmy były bardzo urokliwe i warto było je zobaczyć.
Maciek dziś, zaraz po przyjeździe poszedł do garażu szykować niebieskiego na Czechy – teraz kolej Bąbla na „przewietrzenie”.
Rano ruszyliśmy na trasę, po drodze do „naszego” gospodarstwa agroturystycznego, w którym mieliśmy noclegi zdobyliśmy Będzin i Pieskową Skałę z Maczugą Herkulesa.
Po rozlokowaniu postanowiliśmy zawitać do Krakowa – pogoda była nie najlepsza na wędrówki po zamkach.
Bytom – Tarnowskie Góry – Radzionków
O 9.30 zjawiliśmy się na bytomskim rynku równocześnie z Sezarem
Jak tylko zgasiłam silnik dopadł mnie organizator z mikrofonem i miałam swoje 5 minut na antenie.
Potem nasze zielone minii (my + Sezar) zostało wytypowane do czwórki najlepszych aut zlotu w towarzystwie m.innymi fiata topolino i pięknego BMW.
Pogoda była nieciekawa choć momentami przestawało padać, najważniejsza jednak była atmosfera. Spotkaliśmy się znów z Arturem i Irką – zdali nam relacje z rajdów w których uczestniczyli od naszego ostatniego spotkania w Dobrzeniu. Opowiadaniom nie było końca, długo też dyskutowaliśmy na temat przyszłości „zabytkowej” motoryzacji w Polsce. Wszyscy mamy bardzo emocjonalne podejście do aut
Mój podziw i uznanie wzbudziła relacja Irki z wyprawy do Kołobrzegu – wyjazd Jawą na kołach – odjazd o 1 w nocy przyjazd 21! Czapki z głów!
Artur powiększył swoje zbiory o zabytkową przyczepkę z namiotem – 200 kilo żywej wagi. Jego maluch mknie teraz wolniej ale za to wrażenia jak rozłoży camping – bezcenne!
Spokojnie w długim korku udaliśmy się do elektrociepłowni „Szombierki”. Zaopatrzeni w kawę i ciacho zwiedziliśmy budynki. Po przegrupowaniu już w asyście policji udaliśmy się na rynek w Tarnowskich Górach. mieliśmy honorowe miejsce pod sceną w towarzystwie merca i oczywiście Jawy ![]()
Maciek załapał się na serwis hamulców w bolidzie Mirki i dalej posileni grochówką i krupniokiem ruszyliśmy do Radzionkowa.
Organizację imprezy uważam za bardzo dobrą aż przyjemnie brać udział w takich paradach. Mam nadzieję, że za rok znów będziemy gościć na paradzie.
Miejsce wybrano nie najlepsze obok cmentarza i kościoła ale za to hotel mieliśmy na sąsiedniej ulicy.
Po pokazach i podziękowaniach towarzystwo rozjechało się do domów a my pojechaliśmy do hotelu – rano ruszamy na Jurę!
Kolejna publikacja ![]()
to auto dla twardzieli