Zrobiony na szaro
28 03 2010 Komentarze : Brak komentarzy »Kategorie : Bez kategorii
Prace nad „showerem” idą pełną parą. Dziś pierwsza odsłona.
Emocje obiecuję odpowiednio dawkować!
Oczywiście będzie opóźnienie – dostaliśmy info, że z obioru w sobotę nici bo było sporo pracy z demontażem. Mam tylko nadzieję, że będzie to malutki poślizg
Nareszcie, po długim oczekiwaniu Maciek założył zielonemu letnie koła!
Wygląda dokładnie tak jak chciałam.
W środku do roboty pozostała już tylko podsufitka.
W piątek po „nieoczekiwanym” telefonie tapicera pojechałam do Trzebnicy i odebrałam wreszcie fotele.
Kolor dobrany idealnie. Przetestowaliśmy je dzisiaj jadąc do Pierra.
Wygggooodne!
Odstawiliśmy niebieskiego. Co ma być to będzie – ja bez oporów dałam mu wolną rękę. Maciek jeszcze się waha. Artyście z wizją się nie przeszkadza.
Ciężko wyjechać
z Garażu czarodzieja tak miła atmosfera tam panuje.
Minął już „356″ termin odbioru foteli. Kolejny jest wyznaczony na czwartek – piątek. Mam dość wszystkiego a w szczególności tapicera
Podsufitki już na pewno nie będzie robił, szukam nowego fachowca…
prezentuje się auto po wizycie u blacharza.
Podłoga połatana, zakonserwowana od wewnątrz i z zewnątrz. Kurzu i brudu w aucie co niemiara – czas go wysprzątać.
Podłoga na szczęście cała
błotniki „się” docinają, a koło „letko” wystaje jak widać na załączonym obrazku
Niektórych bardzo poruszył opis zlotu w Poroninie. Tego się nie spodziewałam. Najbardziej zdziwił mnie fakt wałkowania tematu na forum.
Nie będę komentować tej sytuacji, myślę że najlepiej oddaje ją stare powiedzenie „Uderz w stół, a nożyce się odezwą”.
I po co te złośliwe uwagi??
Wczoraj wczesnym rankiem (4.30) odstawiliśmy niebieskiego do blacharza. Ma zrobić podłogę – przód i podciąć nadkola do nowych, letnich felg. Termin – do piątku. Pożyjemy zobaczymy.
Tapicer oczywiście się nie odezwał, obiecał, że poniedziałek lub wtorek przywiezie fotele do Wrocławia. Dziś ma kolejny, już z trzeci deadline.
Już w domu, po zlocie. Uważam, że był bardzo udany, może przez to, że nie był tak bardzo zorganizowany i mogliśmy zwiedzać i robić co chcemy. Spotykaliśmy się koło 18 na kolacji.
W sobotę pogoda znacznie się poprawiła – świeciło słońce ale było mroźno. Po śniadaniu znów wybraliśmy się do Zakopanego. Gubałówka, Krupówki, skocznie.



Załapaliśmy się nawet na Kontynentalny konkurs w skokach babek na średniej skoczni. Wygrała Austriaczka ![]()



Na żywo skocznia wydaje się bardziej przerażająca a prędkości są większe.
Wieczorem mieliśmy kulig, co prawda bryczkami ale zawsze… Po drodze widzieliśmy kulig saniami, które na zakręcie wywróciły się z pasażerami w środku.
Podsumowując: zlot uważam za udany, szkoda tylko, że tak mało było osób i miniaków. Tymi autkami przyjechały osoby nie należące do klubu!
Na koniec klubowicze trochę mnie wkurzyli bo chcieli przesunąć śniadanie z 9 na 10 bo ONI chcą się wyspać. Powiedziałam, żeby wzięli pod uwagę jakim autem przyjechaliśmy. Kurcze oni widzą tylko czubek swojego nosa, najpierw na zlot mini dla wygody przyjeżdżają wypasionymi autami z klimą a potem marudzą na „wczesną porę” śniadania. Ugh! Na szczęście „oliwa sprawiedliwa” i nie przesunęli śniadania bo w ośrodku organizowano chrzciny.
Na koniec lokalny folklor na Gubałówce ![]()
