IMM dzień czwarty
11 05 2008Dziś wielki dzień – bicie rekordu Guinessa w ilości mini. Ustawiamy auto. Jesteśmy cząstką wielkiego skupiska. Co chwile dojeżdżają nowe auta. W końcu koło południa ruszamy. Przejeżdżamy wąską polną uliczką i robiąc pętlę mijamy się z miniakmi. Ludzie machają do nas i pozdrawiają, my machamy i trąbimy także sobie nawzajem. Wspaniała zabawa. Zadowoleni wróciliśmy do obozu, czekamy aż wszyscy skończą swoja rundkę i jedziemy do Natur parku. Okazuje się, że oglądamy zwierzęta żyjące w Polsce – łosie, jelenie, bobry, koniki przewalskiego i żubry. Park jest pięknie utrzymany, zwierzęta maja ogromne naturalne wybiegi. Dostajemy kalendarz od pani obsługującej biuro i wracamy do obozu na obiad. Kolejny rekonesans miniaków i stoisk. Byliśmy zauroczeni ilością części i gadżetów do mini. Zachorowałam na srebrną deskę rozdzielczą w dość słonej cenie i teraz w ostatnim dniu zdecydowaliśmy ją kupić. Idealnie będzie pasować do naszego maleństwa. Postanowiliśmy na następny IMM przygotować odpowiedni budżet przeznaczony tylko na zakupy części do auta. Nie dość, że się po prostu opłaca to jeszcze jest ogromny wybór i to części których nie dostanie się w Polsce.
Wieczorem idziemy na Pomarańczową imprezę. Wszyscy bawią się wspólnie w wielkim namiocie (oczywiście tylko Polacy nie uczestniczą), następuje podsumowanie i zamknięcie zlotu oraz przekazanie klucza organizatorom IMM 2009 Anglii. Jesteśmy rozczarowani „naszą” postawą. Wódka i kabanosy w namiocie klubowym to nie wszystko i co z tego że przyjdzie ze 100 osób (w większości znajomi) w głównym namiocie są tysiące i tam wszyscy się bawią. Częstują tradycyjnymi przekąskami, wymieniają się koszulkami. Nota bene nie dostaliśmy zlotowych koszulek i nie mieliśmy jak się wymienić z innymi. Mam pomysł na kolejny IMM bo oczywiście się na niego wybieramy i zły nastrój z pierwszego dnia dawno minął. Takiej imprezy jak IMM nie można opuścić.
Kategorie : Bez kategorii


