IMM – dzień drugi
9 05 2008Jak udało nam się usnąć – nie wiem. Ofiarą nocy w aucie padł fotel pasażera, w którym coś złamałam. Na szczęście da się na nim dalej jechać. Wstaliśmy pierwsi, mycie na stacji i śniadanko na powietrzu – pogoda dopisuje. Powoli budzi się reszta, zagubione miniaki też (w końcu dotarły na „nasz” parking”). Ruszamy samymi mini, lawety i reszta aut jeszcze do końca nie wstała – nam szkoda czasu. Jedziemy dalej, na granicy w Holandii dołączają kolejne mini z polski. Mijane pejzaże są urokliwe – widać, że to rolniczy kraj. Na autostradzie mija nas coraz więcej miniaków – znaczy, jedziemy w dobrym kierunku! Po drodze na szczęście omijają nas korki dopiero przy zjeździe z głównej trasy zastopował nas jeden. Po kilkunastu minutach udało nam się go przejechać i jesteśmy prawie u celu. Bocznymi drogami, prze cudowne jak z obrazka wsie docieramy na miejsce. Jest koło 13. Okazuje się, że na wjeździe tworzy się gigantyczny kilku kilometrowy korek mini czekających na rejestrację i wjazd.”Ubieramy” mini w polskie symbole i ustawiamy się w korku. Okazuje się jednak, że mamy czekać na prezesa i resztę (która jedzie innymi furami lub lawetami). Jestem zmęczona po nocy na parkingu i wściekła, ze mamy czekać na jadących ” w luksusowych warunkach” i śpiących w hotelu. Z nieba leje się żar, a stania w kolejce jest na kilka godzin. Po krótkiej naradzie – postanawiamy z Maćkiem wjechać sami i nie poddawać się dyktatowi klubu. Ustawiamy się po raz kolejny w kolejce, reszta zawraca.
Nie chce nam się odpalać co chwile auta więc je podpychamy, za nami Francuzi i Niemcy. Szaleństwo, mini jak okiem sięgnąć. Atmosfera jest cudowna, wielkiego pikniku i rzeczywiście czuję się jak w wielkiej rodzinie. Kolejka dość wolno ale się posuwa. Mijają nas niesamowite egzemplarze mini – takich nigdzie nie widziałam. Mam poczucie, że tu żadne mini nie jest jedyne i oryginalne. W kabriolecie jeździ Hindus i częstuje wodą, powoli dobijamy do rejestracji. Dostajemy pomarańczowe opaski na rękę i koszuli wjeżdżamy na plac. Jest godzina 16. Miejsce jest ogromne to tor wyścigowy w pobliżu lotniska. Docieramy do wyznaczonego dla Polski sektora i rozbijamy namiot. Niecierpliwi idziemy na rekonesans. Uderza nas ilość mini, ich niepowtarzalność i oryginalne egzemplarze. Egzaltowani robimy zdjęcia i chłoniemy atmosferę. Jemy obiadek i o 19 wjeżdża nasz klub. Wszyscy byli zajęci sobą i nikt nawet tego faktu nie zauważył (tylko my) a tak się starali – klaksony, flagi. Wieczorem impreza, my nie uczestniczymy zmęczeni idziemy spać. Jesteśmy bardzo rozczarowani i obiecujemy, że na IMM więcej nie jedziemy.
Kategorie : Bez kategorii




